|
|||||||||||||||||||||||||||||||
| Kaktus | |||||||||||||||||||||||||||||||
|
Moje okna były udekorowane różnego rodzaju roślinami. Ktoś z zewnątrz mógłby pomyśleć, że to typowy
gąszcz, albo co gorsza... dżungla! Ja się na tym nie znam, ale okna bez roślin to tak, jak baba bez ubrania! Moje okna były, niczym jedyne w swoim rodzaju, ubranie. Światło słońca bez problemu wpadało do mieszkania. A rośliny dawały oddech i... namiastkę samotności, oraz indywidualności. W tym betonowym mieście, były oazą spokoju i dobrego samopoczucia. Były czymś, co każdy chciałby mieć, ale tylko ja, je miałam... Wprawdzie w innych oknach także stały kwiaty. Zdobiły swoją urodą blade i zimne szyby. Moje jednak, w każdej sekundzie wybuchały eksplozją wspaniałej zieleni i różnorodnością kolorowych kwiatów. Będąc na mieście, lubiłam wejść do kwiaciarni. Czasem trafiały się "cuda przyrody", w postaci niespotykanych kwiatów doniczkowych, lub działających cuda, nawozów. Tak też stało się tego feralnego dnia, kiedy postanowiłam jakoś ubarwić moje okna niespotykaną dotąd kompozycją. Ja się na tym nie znam, ale powinni mnie uprzedzić... Osiedlowa kwiaciarnia co raz sprowadzała unikalne rośliny, dla koneserów. Czułam się takim koneserem. Bo to i nazwa rzadko używana i nie dla wszystkich znajoma... - Dzień dobry! - krzyknęłam wesoło - Jest coś nowego? Ekspedientka zmierzyła mnie wzrokiem i po chwili uśmiechnęła się zachęcająco. - Dostaliśmy nowe kwiaty - zaczęła - Na pewno się pani spodobają. - A, co to za kwiaty? Kobieta przechyliła się konspiracyjnie przez ladę i szepnęła. - Kaktusy... - Ale! - machnęłam ręką - Nie lubię kaktusów! Jest może coś innego? - Nie lubi pani kaktusów? - zdziwiła się - Nic przecież pani o nich nie wie! - To znaczy... - zająknęłam się - Lubię rośliny, ale kaktusy, to inna sprawa... - Dlaczego? - dopytywała się kobieta. - Dlaczego..? - powtórzyłam naiwnie za nią - No nie wiem... Bo kłują..? - Kłują..?! To zależy... - ekspedientka mrugnęła mi okiem i postawiła na ladzie wspaniałego kaktusa, ozdobionego czerwonym, równie wspaniałym kwiatem - A, co pani powie na to? Zatkało mnie. Przyznam, że nie spodziewałam się takiego... cuda! Miał wprawdzie kolce, ale wielki, czerwony kwiat zupełnie mu je zasłaniał. Ja się na tym nie znam, ale kolce... też były wspaniałe! - Ile? - zapytałam, czując na policzku rumieniec podniecenia. - Jak dla pani, to... za grosze! - Niech pani pakuje! Biorę! Byłam dumna z mojego nowego kwiecia. Był... inny, niż moje dotychczasowe zieleninki. Właściwie... był niczym król, pomiędzy szarymi poddanymi. Ustawiłam go na środku okna balkonowego, w głównym pokoju. Prezentował się... no, nie miałam słów, by określić jego przydatność. To było coś wytwornego i zapierało dech w piersiach! Byłam szczęśliwa... Usypiałam, patrząc na jego cudowny kwiat i podziwiając głębię czerwieni, kontrastującą z mięsistymi, zielonymi... gałązkami..? Nawet nie wiedziałam, jak nazwać jego... gałązki. No, rzeczywiście nie znałam się na kaktusach, ponieważ nawet nie potrafiłam nazwać części tej wspaniałej rośliny. Zamykając oczy, wciąż widziałam czerwone, dorodne kwiecie i czułam delikatność jego płatków. Nawet kolce mojego kaktusa, wydawały się łaskotać mnie delikatnie, w ogóle nie raniąc ostrymi końcami mojej skóry. Ja się na tym nie znam, ale miałam wielkie szczęście, że trafiłam na tak wspaniałą roślinę... Przed snem, już wyobrażałam sobie zazdrość sąsiadek i zgrzytanie zębów całego osiedla, na sam widok mojego kaktusa! Może zgłoszę moje okna do jakiegoś roślinnego konkursu..? Przebudzenie było, niczym kubeł lodowatej wody... Otworzyłam oczy i... nigdzie nie było mojego kwiatka! Zerwałam się z łóżka i podbiegłam do kaktusa. Wszystkie płatki spadły..!? Co się stało? Pozostały jedynie sterczące, ostre igły rośliny. Stroszyły się na mnie, jakby chciały mnie... uśpić! Na parapecie mojego okna, dogorywał czerwony, opadnięty kwiat... Niewiele myśląc, ubrałam się szybko, porwałam doniczkę ze sterczącym kaktusem i biegiem pognałam do osiedlowej kwiaciarni. - Co to ma być?! - podstawiłam moją niedawną wspaniałość pod nos ekspedientki. - Kaktus - wzruszyła ramionami. - To wiem! - warknęłam - Ale gdzie jest kwiat?! - Mnie pani pyta? - Wczoraj jeszcze był! - Wszystko co piękne, szybko ginie - odpowiedziała spokojnie kobieta - Nie wiedziała pani o tym? Popatrzyłam na kaktusa i... tak jakoś zrobiło mi się go żal. - Znam się na wielu rzeczach - powiedziałam cicho - Ale tego nie wiedziałam... Powinna mnie pani uprzedzić! - Przed czym? - zapytała ironicznie - Przed śmiercią? O tym każdy wie... - Śmiercią..? - bąknęłam niepewnie. - Wszystko się kiedyś kończy - kobieta znów zmierzyła mnie tym samym wzrokiem, jak wczoraj - Wszystko zależy od nastawienia. Ten kwiat kiedyś znów zakwitnie... |
||||||||||||||||||||||||||||||